Kto do mnie zagląda?

sobota, marca 31, 2012

Uzależnienie???

No tak, cieni MIYO przybywa i przybywa, a ja wciąż mam chrapkę na kolejne!
Na Facebook'u pisałam Wam, że do kolekcji dołączyły kolejne trzy więc teraz zobaczycie kolorki ;-)



Pierwszy z nich pochodzi z tej serii metalicznej (?? nie wiem, nie orientuję się jeszcze za bardzo w tej "polityce") w każdym razie wszystkie trzy to OMG!EYESHADOWS

Granat, czyli kolor 49 DUSTY ELLA (5,99zł)









Perłowy(?) turkus31 STING (4,99zł)




i matowy liliowy fiolet - 16 DIVA (4,99zł)



Tych cieni jeszcze nie używałam, ale mam nadzieję, że będą się spisywać jak pozostałe.
Dzisiaj, jak znajdę chwilkę, mam ochotę iść kupić jeszcze kilka rzeczy z szafy MIYO. Chciałabym jeszcze kilka kolorów cieni, może jakiś lakier i maskarę? Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Poza tym zrobię dla Was jakiegoś posta (mini recenzję) tych cieni ze swatchami, ale to dopiero jak poużywam troszkę tych nowych ;-) Macie ochotę?

Zapraszam Was jeszcze do polubienia mnie tutaj - {KLIK}

:*




środa, marca 28, 2012

Kolejna porcja cieni MIYO!

Cześć dziewuszki! Od dzisiaj mam rekolekcje więc troszkę luzu. Dzisiaj jednak troszkę pobiegałam po bibliotece, potem czekałam prawie dwie godziny na zmianę kół u mechanika i jakoś tak jestem padnięta. 

Tak jak obiecałam, dzisiaj pokażę Wam kolejne (trzy) cienie jakie kupiłam z MIYO, po zachwycie pierwszym, który pokazywałam Wam wczoraj. 

Oczywiście wszystkie pochodzą z kolekcji OMG!EYESHADOWS i każdy z nich kosztował mnie 4,99zł. 

Tym razem skusiły mnie kolory IRIS, FORREST i GLOOM
Wszystkie są całkiem matowe, świetnie napigmentowane i kolory są cudowne.







Coś czuję, że jutro jeszcze wpadnę na chwilę do szafy MIYO bo jeszcze kilka kolorów mnie kusi, no i może jakiś lakier hmmmm.

Przy kasie spotkała mnie całkiem miła niespodzianka. Dostałam od Pani dwa gratisy. Są to dwa pigmenty sypkie, a właściwie NAIL & BODY GLITTER od MIYO w kolorze 11 (żółty) i 10 (rudo-rdzawy). Nie umiem się takim czymś posługiwać więc narazie sobie poczekają (a może ktoś z Was zgarnie je w rozdaniu?)







Myślałam, żeby zrobić post o wszystkich cieniach MIYO ze swatchami, ktoś jest zainteresowany takim pomysłem?

Czy tylko ja tak łatwo uzależniam się od dobroci?

wtorek, marca 27, 2012

odkrycie: MIYO!

KTO JESZCZE POLUBI MNIE NA FEJSIKU?? <PROSI> 

Kolejny post z tych zakupowo-przechwalankowych! Przecież tak je lubimy ;-)

Pokażę Wam dzisiaj kilka nowych rzeczy kosmetycznych, które kupiłam jakiś czas temu i podbiły moje serce odrazu ;-)

Od jakiegoś czasu szukałam fajnego czerwonego cienia. Chodziła za mną czerwona kreska. Już nawet wypatrzyłam fajną krwistą czerwień z VIPERY, aż tu wpadł mi w oko ten. Szafę MIYO widziałam już kilka razy (w moim mieście jest chyba w dwóch drogeriach), ale jakoś nigdy nic szczególnie nie przykuło mojej uwagi. No więc zdecydowałam się kupić cień z serii OMG!EYESHADOWS w kolorze 13 CHILI. Nie jest to typowa czerwień, bardziej powiedziałabym, że czerwień wpadająca w róż (może malina?) Jako kreska wygląda cudnie. Cień jest mega napigmentowany, matowy, kosztował 4,99zł za 3g w plastikowym opakowaniu. Podbił moje serce i następnego dnia poleciałam po inne kolory (które pokażę Wam w następnym poście). Co do opakowania: jest bardzo solidne, ciężko się je otwiera (podważam wsuwką) ale dla mnie to nie minus. Aż sama się sobie dziwię, że dopiero teraz się skusiłam.



Drugą rzeczą (właściwie tą po co weszłam w ten dzień do drogerii) jest krem firmy ZIAJA z serii HERBIKAPLANT z białą herbatą. Producent zaleca go dla cery mieszanej i tłustej. Ja stosuję go pod makijaż rano i sprawuje się świetnie. Jest to już mój drugi słoiczek więc wiedziałam co biorę. Niestety, u mnie jest dostępny tylko w jednej drogerii do której nigdy mi nie po drodze. Kosztuje 6,49zł za tradycyjny ziajowy słoiczek 50ml. 



Kolejna rzecz to z ciekawości kupiony puder MIYO DOLL FACE w kompakcie. Czytałam o nim same dobre rzeczy więc postanowiłam się skusić. Bardzo fajne, solidne opakowanie, z gąbeczką i lusterkiem. Kosztował mnie 8,99zł za 11g. Nic więcej narazie o nim nie napiszę bo użyłam go tylko raz. Fajnie pachnie i dość mocno kryje. Ja mam w kolorze 01 VANILLA






UWAGA: STRASZĘ!









Ostatnia rzecz to malutki pędzelek firmy PIERRE RENE, który kupiłam z myślą, że nim właśnie będę robić sobie kreski cieniami i naprawdę fajnie się do tego spisuje chociaż według producenta ma służyć przy nakładaniu korektora. A u mnie się spisuje do kresek, czemu nie ;-)
Jest to pędzelek nr 07 i kosztował 11,99zł. 











Moim zdaniem jest całkiem przyzwoitej jakości. Możecie porównać sobie jego wielkość z moim paznokciem (jest naprawdę mały).
Dostajemy go w plastikowym opakowaniu z zamkiem....
...oraz z ulotką wszystkich pędzli tej firmy. Zrobiłam dla Was kilka zdjęć także tej ulotki, żebyście mogły dokładnie zobaczyć i przeczytać.






Dość dużo zdjęć dzisiaj, ale myślę, że to dobrze. Możecie wszystko dokładnie zobaczyć. 
BuŹka ;*

niedziela, marca 25, 2012

Avon Perfectly Flesh.

Tak jak obiecałam dzisiaj zdjęcia lakieru AVON PERFECTLY FLESH ;-)


Już wczoraj sporo Wam o nim napisałam, więc dzisiaj dodam tylko zdjęcia jak wyglądał na moich pazurkach.

Zdjęcia robiłam po nałożeniu trzech warstw, bez top coat'u. Później dodałam jeszcze top i taki efekt trzymał się 6 dni i wcale źle nie wyglądał. 
I jak Wam się podoba?
Myślę, że całkiem niezły.

Lubcie mnie na fejsiku!

sobota, marca 24, 2012

Nowe nabytki paznokciowe - Avon.

Cześć ;-)
  Dzisiaj zacznę może "od końca". Jakiś czas temu założyłam blogowego Facebook'a. Nie wiem czy nikt z Was tego nie zauważył (chociaż trąbiłam o tym w notkach) ale do tej pory tylko jedna osoba polubiła moją stronę. Troszkę mi przykro, bo chciałam tam z Wami dzielić się nowościami, ale też może zorganizować jakieś rozdanie niedługo, za pomocą tego portalu no i bloggera oczywiście. Dlatego zachęcam Was do polubienia TUTAJ! no chyba, że nikt mnie nie lubi to zrozumiem ;D

Wracając już jednak do sedna tematu dzisiejszej notki. Pokażę Wam trzy nowe produkty do paznokci, które sobie sprawiłam z katalogu AVON. Wiem, że zdania na temat tej firmy, jak i w ogóle wszystkich katalogowych, są podzielone ale ja całkiem lubię AVON. Szczególnie za kredki, lakiery z serii o której zaraz będę pisać, zmywacza, mgiełek i mazideł do ciała, bo uważam, że mają naprawdę niezły wybór zapachów, kolorów, jakość jest nie zła no i często można coś wyhaczyć w całkiem niezłych cenach.
Oczywiście jak w każdej firmie znajdą się jakieś buble, ale przecież nikt nie jest ideałem ;-) Poza tym dużo zależy od naszych zachcianek :D no i oczywiście od konsultantki, która umie zachęcić lub też nie ;-)

No i znów się rozpisałam. Wybaczycie?

Tym razem zamówienie paznokciowe -  dwa lakiery + baza pod lakier. Wszystkie trzy produkty przyszły do mnie w takich kartonikach.
Zacznę od lakierów. Oby dwa pochodzą z serii NAILWEAR PRO





Pierwszy z nich to dostępny od niedawna (chyba od dwóch katalogów) kolor ILLUSION
W butelce wygląda na perłę wpadającą w zieleń, która opalizuje na różowo-fioletowo. Jeszcze nie używałam osobiście, ale moja koleżanka sobie nim "maziała" i efekt był całkiem nie zły. Kosztował 11,90zł. Ja kupiłam go jak był dostępny pierwszy raz, teraz wiem, że kosztował chyba złotówkę więcej. Oczywiście standardowa butelka 12ml.





Drugi z nich to dostępny od dawna PERFECTLY FLESH. W sumie nigdy nie zwracałam na niego uwagi, zobaczyłam go na jakimś blogu i mnie urzekł. Kosztował 14,90zł, też 12ml. W butelce wygląda na ciemny beżowo-różowo-pomarańczowy nude. Nie będę o nim więcej pisać bo mam przygotowaną o nim osobną notkę, ze zdjęciami na pazurkach. Więc zainteresowanych zapraszam na następną notkę. 













Przy kupnie tych lakierów trzeba brać pod uwagę to, że często zdjęcie w katalogu wcale go nie przypomina na żywo, ani na paznokciach. Mi to osobiście nie przeszkadza, bo lubię różne kolory na paznokciach, ale jeśli ktoś ma jakieś określone odcienie, których używa i inne go odstraszają to radziłabym raczej kupować lakiery w drogeriach, żeby sobie je najpierw "pomacać".



Ja lubię te AVON'owe lakiery;
+ szybko schną
+ mają duży wybór kolorów
+ poręczny, wygodny, duży pędzelek
+ kuleczkę, która dodatkowo miesza lakier
+ duża, wygodna butelka
 potrzeba 2-3 warstw do zaspokajającego efektu (dla mnie), ale akurat mnie to nie przeszkadza.



No i ostatnia rzecz to base coat z serii NAIL EXPERTS. Jest to chyba też jakaś nowość bo nigdy wcześniej nie zauważyłam tej bazy. Na razie używam mojej z MISS SPORTY więc sobie poczeka. Zaciekawiło mnie to, że zawiera guaranę i żeń-szeń. Można wypróbować ;-) kosztowała 11,90zł. Butelka taka sama jak lakierów. 






Jeśli kogoś coś zainteresowało to oczywiście czekam na komentarze. No i tak jak pisałam, następna notka będzie o PERFECTLY FLESH więc jeśli ktoś jest ciekawy to zapraszam ;-)
:*