Kto do mnie zagląda?

piątek, listopada 22, 2013

Brrrrr!

Co za pogoda!

Nienawidzę takich przejściówek.
Wolę już naprawdę żeby było sto metrów śniegu niż takie coś za oknem.

I oczywiście jak to ja, przeziębienie mnie złapało mimo, że biorę regularnie witaminy, coś na odporność i zajadam się czosnkiem na kolację ;) (na wampiry pomaga). Cały tydzień biegałam z katarem, kaszlem i chyba stanem podgorączkowym ale dzisiaj to już mnie głowa łupie ostro.  Byłam tylko z mamusią rano na małych zakupach u szybko do domu bo nie mogłam ustać na nogach.

Maci jakieś sprawdzone magiczne leki, które zawsze Wam pomagają?

Stwierdziłam, że nie ma co ryzykować choroby i dzisiaj cały dzień spędzę w łóżku z herbatką z miodem i cytryną. Z gazetami, książkami i iplą :)

Poza tym, kupiłam sobie odżywkę Radical na wypadanie włosów, bo strasznie mi ostatnio wypadają. Miałyście? Jak efekty?

sobota, listopada 16, 2013

Studia

Dzisiaj nic ciekawego Wam nie napiszę. Znowu :D Cały dzień spędziłam na uczelni. Właściwie spędzam bo nadal jestem i nie zanosi się narazie na szybkie wyjście. A po wyjściu... będę tak zmęczona i zniechęcona, że pewnie wskoczę pod prysznic i do łóżeczka. A, przepraszam, kłamie. Muszę kupić sobie szczoteczkę do zębów bo zapomniałam zabrać :p

Człowiek po tylu godzinach jest tak znużony, że nic mądrego powiedzieć nie może, a co dopiero napisać ;)

Może u Was dzisiaj ciekawiej?

czwartek, listopada 14, 2013

Kobiece sprawy

Pisząc tytuł pomyślałam sobie: kobiece sprawy, trudne sprawy... :D Jednak daruję sobie tą drugą część :)

Witajcie znowu :) Jakoś mnie ostatnio naszło żeby troszkę do Was popisać, może też o innych sprawach niż kiedyś.
Chyba nie ma w tym skromnym gronie moich czytelników żadnego osobnika płci męskiej więc chyba mogę się spokojnie pożalić :p Bo w końcu komu ma się baba żalić o TYCH sprawach jak nie drugiej babie?! (Albo babom;)) Facet, choćby najlepszy i tak nigdy do końca go nie zrozumie.

Drugi dzień okresu to chyba dla każdej z nas nic miłego. Co prawda nie mogę już aż tak bardzo narzekać jak kiedyś. Kiedyś ten czas, równał się dla mnie z całkowitą masakrą, połączoną z omdlewaniem, płakaniem z bólu czy spędzaniem połowy nocy w toalecie (albo wszystkim naraz). Naszczęście mam to już za sobą. Jednak dzisiaj ciężki dzień za mną. Najpierw ból głowy, obżeranie się czym popadnie, potem ból brzucha i od południa nie jedzenie niczego... bądź tu mądra i zrozum sama siebie! :p

Swoją drogą, nie wiem czemu ale jakoś tabletki na ból głowy chyba na mnie nie działają... Może wy znacie jakieś dobre? Nie lubię się faszerować prochami, ale czasem chyba lepiej się wspomóc, tum bardziej, że nie chcę cały dzień leżeć i przez głupotę stracić cały dzień.

Ahhh, ciężkie to nasze życie kobiety :) Ciężkie ale w sumie, jakbym miała wybór, nigdy w życiu nie chciałabym być facetem.

Jak u Was to wygląda?

Nie marudzę już. Idę jeszcze chwilkę coś poczytać i dobranoc :)

wtorek, listopada 12, 2013

Puk, puk!

Czy ktoś mnie tu jeszcze pamięta?

Masakra, jak dawno mnie tutaj nie było...

Co u mnie? Szukam pracy, studiuję, załatwiam codzienne sprawy. Nadal kupuję mnóstwo lakierów :p  Czytam książki, gazety. Wciąż śledzę moje ulubione blogi i czerpię z nich inspiracje.
Czemu nie pisałam? Po pierwsze, nie miałam czasu. Pracowałam, były wakacje, wiadomo... Po drugie, nie miałam sprzętu. Mój tata przejął chwilowo mój laptop. Potem kupiłam sobie tablet, który szybko wylądował na gwarancji... no, a później jakoś już tak samo wyszło.

Chciałabym nadal dla Was pisać. Chociaż nie wiem czy będę miała jeszcze tyle motywacji ile miałam kiedyś, żeby poświęcać postom tyle czasu, zaangażowania i pracy. Mimo, że mój blog nigdy nie był jednym z lepszych to naprawdę poświęcałam mu wiele czasu.
Nie lubię nic robić na pół gwizdka, więc nie wiem co mi z tego wyjdzie.
Może jakieś przemyślenia, pomysły, którymi z kimś chciałabym się podzielić? Zobaczymy. Piszcie w komentarzach co u Was, co się zmieniło? :)

piątek, marca 22, 2013

Bielenda, Kolastyna, Rival de Loop...

Nic nowego.
Znowu pokażę Wam kolejne trzy produkty, które jakiś tam czas (odległy) temu zużyłam :)
Wiem, że ostatnio Was nie rozpieszczam ale musicie mnie zrozumieć. Studia dają mi w kość, do tego szukanie pracy. Może jak ją już znajdę to mój czas jakoś się ustabilizuje. Do tego czasem po prostu czuję się jakbym wpadała w depresję - mam czas, ale nie mam chęci żeby usiąść i napisać choć parę słów. Nie wiem co dalej będzie, opcja z zakończeniem tego bloga też wchodzi w grę bo wiem, że ani Was ani mnie nie satysfakcjonuje robota na pół gwizdka...

Taka już jestem: albo coś robię na 1000000% albo wcale. I uwierzcie mi, że takie podejście ma wiele zalet.

po lewej:
BIELENDA, OGÓREK&LIMONKA, TONIK MATUJĄCY, 200ml, 8,99zł - Zawiera witaminę B3, alantoinę. Nie zawiera alkoholu ani olejów. Ma matowić cerę i nadawać się do tłustej, z zablokowanymi porami, pryszczami, zaskórnikami i przebarwieniami. Co mogę powiedzieć? Nie dam powiedzieć ani jednego złego słowa! Pięknie pachniał. Odświeżał twarz. Wydajny. Aplikacja standardowa (ale nic się nie rozlewa), wygodna butla. Może jakoś mega nie matowił ale na pewno nie pomagał się cerze świecić. Szkoda, że BIELENDA jest tak trudno dostępna (przynajmniej w moim mieście widziałam ją tylko w jednej drogerii, do której stosunkowo nigdy mi nie po drodze, a w ROSSMANN'ach mają naprawdę mega okrojony asortyment). Na pewno nie raz jeszcze kupię ten i wiele innych.

po prawej:
KOLASTYNA, REFRESH, TONIK, 200ml, 10,99zł - To była chyba pierwsza rzecz tej firmy jaką miałam. Dziwna sprawa. Pachnie męską wodą po goleniu! :O fuuuuuuuuuuuu! Niby nic złego nie robił, działał tak jak tonik powinien działać ale nie bardzo mnie do siebie zachęcił (i do próbowania kolejnych produktów też nie).


RIVAL DE LOOP, HYDRO, CHUSTECZKI OCZYSZCZAJĄCE, 10 szt., 3,49zł - z całym szacunkiem ale to było największe rozczarowanie roku (albo i dwóch). Często teraz kupuję takie rzeczy bo gdy śpię poza domem zabieram je ze sobą zamiast całego arsenału (żelu, toniku, mleczka, micela...). Bardzo lubię tą firmę za ich toniki szczególnie no i oczywiście za wysokość cen. Niestety w tym przypadku cena to nie wszystko. Producent zapewnia, że zmywają idealnie makijaż oraz oczyszczają twarz. Guzik prawda. Po pięciu zużytych chusteczkach oczy miałam tak rozmazane jakbym pocierała je papierem toaletowym. Z kolejną chusteczką tylko bardziej się rozmazywałam i dałam sobie spokój. Cerę miałam ściągniętą i bynajmniej nie czułam się oczyszczona. Opakowanie starczyło mi na DWA RAZY! Masakra. Więc nie są takie tanie jak na pierwszy rzut oka to wygląda. Dla zobrazowania: NORMALNYCH (czytaj: działających) chusteczek zużywam maksymalnie dwie na demakijaż całej twarzy. Nigdy więcej!

W życiu chyba nie widziałam, żeby wiosna w marcu tak ruszyła z kopyta ;)

czwartek, lutego 28, 2013

3 x żel do mycia twarzy: 2 x Garnier, 1 x Essence

Tym razem wydenkowane żele do mycia buź :)

po lewej:
GARNIER, CZYSTA SKÓRA, KWAS SALICYLOWY+CYNK, 200ml, 10,99zł - absolutnym fenomenem wśród żeli do mycia twarzy wszelkich firm są butelki tej firmy i ich niesamowite pompki. Chyba nie spotkałam jeszcze innych produktów tego typu, które by się tak cudownie i wygodnie aplikowały. Pompka "wydaje" zawsze tyle produktu ile trzeba i "wyciąga" z butelki ostatnią kropelkę. Swego czasu bardzo lubiłam wersję zieloną - z czymś tam z winogrona. Co do tego egzemplarza: chyba nikogo nie trzeba uświadamiać, że jest strasznie ostry i mocny przez swoje składniki. Nie polecam używać non stop bo może podrażniać, a poza tym przy ciągłym używaniu efekty nie będą już tak widoczne. Co mogę powiedzieć po użyciu jednej butelki? Świetnie się pieni, niesamowicie wydajny, ściąga skórę i wysusza ale na pewno przyczynia się w jakimś stopniu do jej dogłębnego czyszczenia. Po spłukaniu go z twarzy ma się wrażenie, że oddycha się całą powierzchnią twarzy. Na pewno za jakiś czas kupię ponownie żeby zafundować sobie takie "odkurzaczowe wyczyszczenie".

po prawej:
GARNIER, CZYSTA SKÓRA, FRUIT ENERGY, 200ml, 11,99zł - co do opakowania wszystko jak w żelu wyżej. Jest to chyba najnowsza wersja Garniera jeśli chodzi o mycie twarzy. Ja kupiłam go jakoś od razu w jego początkowym rzucie do sklepów. Troszkę poleżał w moim koszyczku bo po tym niebieskim chciałam dać skórze troszkę odpocząć i używałam czegoś delikatniejszego. Ten żel zachwyca zapachem, mycie nim buzi jest nie tylko dobre dla naszych porów ale też dla nosa :D Zawiera wyciąg z grejpfruta i granatu oraz pochodną witaminy C. Z pewnością nie jest tak ostry jak ten niebieski ale efekt wyczyszczenia również jest odczuwalny. Mam wrażenie, że Garnier chyba nie mam bubli jeśli chodzi o te produkty.

ESSENCE, MY SKIN, LIMONKA I OGÓREK, 150 ml, 9,77zł - Byłam bardzo ciekawa tej serii pielęgnacyjnej od Essence. Jako, że kolorówka tej firmy jest świetna jestem nieco rozczarowana pielęgnacją.
Nie jestem wielką fanką takich opakowań jeśli chodzi o żel do mycia twarzy. Nie jest ono może jakoś wybitnie niewygodne ale nigdy nie wiadomo ile produktu nam się "wyciśnie" we wannie czy pod prysznicem sięgając po niego mokrą ręką.Zapach był taki sobie, z pewnością nie miał w sobie nic z ogórka czy limonki. Żel nie zawiera mydła i podobno miał ją intensywnie nawilżać. Ja nic takiego nie zauważyłam. Wybitnego oczyszczania też nie. Raczej nie kupię nigdy więcej. I sto razy się zastanowię zanim kupię coś z pielęgnacji tej firmy, tym bardziej, że ich niby pielęgnacyjny, koloryzujący krem do twarzy też raczej mnie od siebie odpycha odkąd go mam. Może warto jednak zostać przy produkcji kolorówki?

środa, lutego 20, 2013

3 x szampon: 1 x nigdy więcej!

W małej przerwie w nauce ekonomii (nie wiem zupełnie po co mi to) pokażę Wam kolejne 3 butelki po produktach zużytych kiedy mnie nie było :)

Tym razem trzy szampony do włosów.

Zacznę od bubla.

po lewej:
JOANNA, NATURIA, SZAMPON DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH Z MIODEM I CYTRYNĄ, 200ml, 4,99zł - chyba nigdy nie miałam tak beznadziejnego szamponu. Co prawda pachniał może troszkę jak miód (chociaż raczej ten z tych sztucznych) ale ledwo cokolwiek mył. Minimalnie się pienił, jakoś tak nie wnikał między włosy, po prostu po nich spływał. A co najgorsze? Nigdy w życiu nie miałam tak splątanych włosów. Nigdy więcej nie kupie i nikomu nie polecę.

po prawej:
AVON, NATURALS, NABŁYSZCZAJĄCY SZAMPON Z ODŻYWKĄ 2w1, DO KAŻDEGO RODZAJU WŁOSÓW, MANDARYNKA I KIWI, 250ml, ok. 5zł - Jeden z najlepszych moich ostatnich włosowych zakupów! Nie wiem dokładnie ile kosztuje w katalogu bo odkupiłam go od koleżanki, która kupiła go w zestawie z czymś tam. Świetnie pachnie, włosów nie trzeba by było praktycznie wcale roszczestywać po umyciu. Świetnie się pieni i i w miarę wydajny. Na pewno jeszcze nie raz go kupię, i mogę z czystym sumieniem polecać!

 JOANNA, Z APTECZKI BABUNI, SZAMPON NAWILŻAJĄCO-REGENERUJĄCY, MIÓD I PROTEINY MLECZNE, 300ml, 5,49zł - zupełne przeciwieństwo pierwszego! Całkiem ładnie pachnie, super gęsty przez co bardzo wydajny, ładnie się pieni i nie ma problemów z włosami po użyciu. Chociaż nie tak dobry jak ten z avon'u ale można spóbować :)

środa, lutego 13, 2013

3 x żel: 2 x tak!

Witajcie!
Dzisiaj pokażę Wam trzy produkty, które już zużyłam łohohoho jak dawno ale butelki po nich czekały aż w końcu zbiorę się w sobie i coś o nich naskrobię.

Będą to trzy żele pod prysznic.

AVON, BIAŁA KONWALIA, 500ml, 11,99 zł (w lipcu)

Jak zobaczyłam tą pojemność w katalogu to pomyślałam sobie: wow! starczy na rok!
W rzeczywistości: nic z tych rzeczy!
Oczywiście, pachnie konwaliami (nie wiem czy to na plus bo jak dla mnie wszystko konwaliowe pachnie jak Ajax do podłóg), pieni się, myje... Co ja do niego mam? A no: brak dozownika! Płyn wylewa się przez DZIURĘ wielkości złotówki (jak nie większej) przez co nie raz wylałam go całe mnóstwo. Nienawidzę takiej pozerki ze strony firm kosmetycznych.  Beznadzieja. Nie kupię nigdy więcej choćby za grosze!


po prawej:
AVON, SENSES, LAGOON (waterfruits & pearl), 250ml, 5,99zł (we wrześniu)


Zupełne przeciwieństwo tego tam wyżej. Świetny dozowniczek przez który jesteśmy w stanie wylać tyle produktu ile akurat chcemy. Chociaż pojemność o połowę mniejsza to miałam wrażenie, że starczył ze trzy razy dłużej niż tamten. Znakomicie się pieni. Akurat ten pięknie pachniał morzem, latem, wakacjami. Na pewno wypróbuję inne wersje bo wybór jest ogromny.

po lewej:
NIVEA, WATER LILY & OIL, 250ml, 6,49zł (w Biedronce w sierpniu)

Dziwna rzecz. Niesamowicie gęsty + dozownik = mega wydajność. Niby miał w sobie jakieś mini kuleczki których wcale nie czuć przy myciu (szkoda). Bardzo ładnie pachniał ale jeśli kupię to pewnie jakąś inna wersję ;)



Świeczuszka z Biedronki LaRissa w wersji śliwkowej. 
:)

poniedziałek, lutego 11, 2013

Po długiej nieobecności...

Cześć!

Tak: jestem, żyje i nadal kupuję mnóstwo kosmetyków :D

Wiem, że już chyba ze trzy razy obiecałam Wam powrót i jakoś nigdy się na to nie zanosi. Studia, praca, SESJA - trudno to ze sobą wszystko pogodzić. Chcę mieć troszkę czasu dla znajomych, chłopaka, rodziny. Gdzie tu znaleźć czas na w miarę ogarnięte notki na blogu?
Te z Was, które poświęcają blogowi troszkę więcej czasu niż "kopiuj - wklej" na pewno wiedzą o co chodzi.
Trzeba znaleźć czas na zrobienie jako takich jakościowo zdjęć - o co teraz trudno bo pogoda nie dopisuje (jak już mam chwilę czasu to jest ciemno albo szaro-buro), potem selekcja i obróbka, napisanie nie byle czego też troszkę trwa.
Jednak tęsknię za blogiem, za napisaniem paru słów, dzieleniem się z Wami moimi spostrzeżeniami i czytaniem Waszych zdań.

Wpadłam na pomysł.
Mój blog jednak nie będzie już wyglądał tak jak kiedyś. Będzie więcej zdjęć, a w opisie same suche fakty + jedno/dwa zdania mojej opinii. Poza tym będę pisać Wam o produktach już po ich zużyciu. Notki będą wyglądały tak, że w każdej będzie kilka produktów, które zużyłam. Wiem, że nie będzie to już tak rozmaite jak kiedyś ale blog będzie na pewno bardziej wartościowy. Postaram się pisać co najmniej raz w tygodniu. Co jakiś czas będzie jakaś odmiana: zdjęcia mani albo ciuszków ale to już sporadycznie jak już naprawdę będzie co pokazać.

Mam nadzieję, że troszkę z Was ze mną pozostanie pomimo tych zmian.

Pamiętajcie, że o Was pamiętam i wchodzę na Wasze blogi regularnie, choć może nie pozostawiam śladu.

No, a teraz już bez ględzenia bo produktów nazbierało mi się sporo wydenkowanych przez ten czas, kiedy mnie tu nie było (o dziwo odkładałam dla Was prawie wszystko (może jedna lub dwie rzeczy przez pomyłkę trafiły do kosza - ciągle z myślą, że wrócę do pisania).


Popatrzcie ile tego mam (zdjęcie robione około dwóch tygodni temu - aktualnie już nie mam miejsca w tym koszyczku ;o)





czwartek, stycznia 10, 2013

Noworoczne postanowienia...

Cześć!

Już tak dawno do Was nie pisałam, że prawie zapomniałam jak to się robi...

Musicie mi wybaczyć. Brak czasu robi swoje. Ale szczerze mówiąc nie miałam też ani chęci, sił czy motywacji. Nie chciałam do Was pisać byle czego i byle jak więc nie pisałam wcale.

Nowy rok rozpoczął się ciężko. Sesja za pasem. Jedynym moim noworocznym postanowieniem jest powrót do Was! O tak! Wiem, że będzie ciężko i na pewno nie będzie mnie tutaj tyle co kiedyś ale moje postanowienie jest takie, żeby wziąć się w garść i pokazywać Wam chociaż zakupy i denka. Wiem, że to nic ciekawego ale obiecuję, że będę w to również wplatać jakieś mini recenzje (lub po prostu dodam do suchych faktów coś od siebie). Postaram się Wam to urozmaicać jak umiem. Mam nadzieję, że znajdę też czasem czas na coś innego :) Ale to już wyjdzie w praniu.

Zacznę od pokazania Wam wszystkich zakupów, które zrobiłam w tym czasie kiedy mnie nie było. Będzie tego sporo (w końcu to ponad trzy miesiące) chociaż uwierzcie mi, że rzadko kupowałam coś zbędnego. Na chodzenie po sklepach też nie miałam czasu więc będą to głównie produkty codziennego użytku. Kilka z tych kupionych w tym czasie rzeczy będzie przeplatać się z denkiem bo minęło tyle czasu, że coś co np kupiłam w listopadzie już dawno leży zużyte. Potem pokażę Wam oczywiście denko z tych trzech miesięcy. I przy okazji zrobię dobry uczynek bo z mojego denkowego koszyczka już się prawie wysypuje! Widzicie, mimo, że mnie tutaj nie było, nie zapomniałam o Was i skrupulatnie dla Was wszystko zbierałam z nadzieją, że w końcu moja motywacja wróci :)

Mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba ucieszona tym faktem, że wracam :)